|
Pozwólcie, że wypowiem się teraz w
kwestii pewnego znanego serialu,
którego nazwy z wrodzonej mi
skromności nie wymienię, lecz podam
jedynie nazwę zastępczą - "Z
Archiwum Dupa".
Od czego by tu zacząć? No cóż,
myślę, że na wstępie dobrze by było
napomknąć nieco o pewnym artykule,
którego autora z wrodzonej mi wyżej
wymienionej skromności również nie
wymienię. Otóż ów autor, którego
dla jasności moich wywodów oraz ze
względu na wielki szacunek, jaki do
niego żywię nazywać sobie pozwolę
Autorem, pisze, że omawiany serial
jest - podług ocen szanownego
Autora - najlepszym filmem, jaki
zdążyła wyemitować Spółka Akcyjna
Telewizja Polska odkąd tylko
zakupiła pierwszą antenę nadawczą. Czytając z zapartym tchem artykuł
Autora dziwowałem się i marszczyłem
moje wysokie, inteligentne czoło,
zastanawiając się nad pobudkami,
które pchnęły mojego szanownego
kolegę do popełnienia takiego
wiekopomnego dzieła, które - jak by
na to nie patrzeć - jest przecież
niebylejakim pomnikiem wystawionym
filmowi "Z Archiwum Dupa".
Próbowałem dociec, co też mogło
skłonić Autora do wyrażenia tak
pochlebnej opinii na temat
osławionego serialu, ale widocznie
mój współczynnik inteligencji jest
zbyt niski, abym bez ogromnego
wysiłku fizycznego mógł rozwikłać
tak zagmatwaną i pozornie
illogiczną zagadkę. Podejrzewam
również, że zabrakło mi tak bardzo
ongiś cenionej zdolności szybkiej
dedukcji, czyli inaczej sprawnego
kojarzenia faktów. Niewątpliwie w
procesie dochodzenia do sedna tak
skomplikowanej sprawy oprócz
chłodnej hiperlogicznej
dedukcji,
przydała by mi się także wrodzona
kobieca intuicja, ale - niestety! -
już sam fakt, że moje imię jest
rodzaju męskiego nie kwalifikuje
mnie do grona osób płci pięknej,
które to osoby cechuje właśnie
illogiczna, ale jakże często
sprawdzona, intuicja. Posiadając te
dwie, różne jak ogień i woda, ale
dopełniające się cechy, mógłbym,
jak sądzę, bez większych trudności,
a nawet być może z ochotą, zabrać
się do analizowania tekstu
szacownego Autora i wyszukiwania
wszelkich śladów, które mogły by
mnie zaprowadzić prosto do
odpowiedzi na podstawowe pytanie,
które brzmi: dlaczego Autor tak
bardzo ceni wyżej wspomniany serial
telewizyjny?
Przyznam, iż na początku nie
miałem ochoty na dogłębne studia
nad, co prawda krótkim, ale jakże
bogatym w głębokie przemyślenia,
artykułem, lecz ostatecznie
postanowiłem potraktować całą
sprawę jako wyzwanie i poświęcić
kilka nieprzespanych nocy na
wyławianie choćby najbardziej
kruchych poszlak, wskazujących na
celowość artykułu i sensowność jego
argumentacji. Dumałem, dumałem i
nie szło mi to zbyt dobrze, lecz
przynajmniej posuwałem się do
przodu. Z określeniem celu Autora
nie było jeszcze takiego kłopotu. W
drodze kilkugodzinnej dedukcji
popartej skomplikowanymi
wyliczeniami matematycznymi z
zakresu modelowania psychiki oraz
dziesiątkami megabajtów tekstu
ściągniętego z Internetu, doszedłem
do zaskakującego w swej prostocie i
niezwykle logicznego wniosku, że
cel Autora składał się z dwóch
podstawowych podcelów. Pierwszym
było napisanie swego rodzaju
manifestu pochwalnego, drugim
natomiast namówienie czytelników do
oglądania serialu.

Trudniej było z określeniem
sensu argumentów, które Autor
przytaczał na poparcie swojej tezy
o wysokim poziomie, a wręcz
perfekcyjności "Z Archiwum Dupa".
Wreszcie po bezsennej nocy, ze
spoconymi dłońmi spoczywającymi na
stertach tłustych arkuszy gęsto
nakrapianych mikroskopijnymi
wzorami matematycznymi, nagle
pojąłem. Otóż konkluzja, do której
doszedłem pod wpływem tego
błyskawicznego impulsu była
niezwykle prosta: sensu argumentów
Autora nie da się określić!
Dlaczego? Dlatego, ponieważ żadnych
argumentów w tekście Autora po
prostu nie ma.
To jedank nie był koniec moich
poszukiwań. Brodząc pośród
tajemniczych zestawień znaków
alfabetu, które szacowny Autor
sprytnie i z polotem ułożył w
niezwykłą treść, zacząłem dogłębne
studia nad kilkoma intrygującymi
tezami i stwierdzeniami Autora,
które nie dały mi spać przez kilka
kolejnych nocy. Na przykład z
tekstu Autora możemy się
dowiedzieć, że niejaki Mulder
usiłuje dojść do prawdy, ale nikt
mu nie wierzy. Dlatego też, co
chyba jest naturalne, Mulder nie
przestaje przekonywać każdego, że
to, co mówi jest prawdą. A
dokładniej, Mulder wysłuchuje
wyrzutków społeczństwa, którzy
opowiadają zazwyczaj historie o
kosmitach, a następnie powtarza te
historie ludziom, którzy nie byli
porwani i na dodatek nie wierzą tym
co byli, lub tym, co tak twierdzą.
Tak więc ci, co twierdzą, że byli
porwani nie chcą opowiadać swoich
historii tym, co nie byli i nie
wierzą, bo wiedzą, że to nie ma
sensu, ale opowiadają Mulderowi, bo
sądzą, że to ma sens. Mulder z
kolei sądzi, że jemu uwierzą, jeśli
powie, że kogoś porwali kosmici,
choć temu komuś nie wierzy ten, kto
rzekomo ma uwierzyć Mulderowi.
Jednak, jak pisze Autor, Mulder
zawsze gubi dokumentację oraz
świadków i przez to nie może
niczego udowodnić. Myślę sobie, że
ci świadkowie są głupi, skoro
wierzą Mulderowi, który tak często
już gubił dokumentację i nawet stał
się powszechnie znany ze swojego
gapiostwa. Powinni - moim skromnym
zdaniem - zwrócić się do kogoś
bardziej rezolutnego, jeśli chcą,
aby prawda wyszła na jaw.
Tak myślałem na początku. Jednak
trzy kolejne noce sprawiły, że
ujrzałem całą sprawę w innym
świetle, i nie było to bynajmniej
spowodowane nadwyrężeniem wzroku
czy zmianą żarówki w lampce nocnej.
Zrozumiałem, że ci świadkowie nie
byli wcale głupi, ale po prostu nie
chcieli, aby prawda wyszła na jaw.
Autor przecież sam pisze, że Mulder
w każdym odcinku serialu jest coraz
bliżej odnalezienia swojej siostry,
ale nie wystarczająco blisko, aby
ją odnaleźć. Dlatego gdyby zdołał
wyjawić prawdę zanim znajdzie
siostrę, serial dobiegłby końca i
Mulder siostry by nie znalazł.
Dlatego zapewne poprosił wszystkich
świadków świata, aby to właśnie do
niego zwracali się ze swoimi
opowieściami i wspomnieniami, a że
jest pewne, że w wyniku powierzenia
Mulderowi tajemnic nie usłyszy ich
nikt z osób, które mogłyby
zainicjować proces uświadamiania
ludzkości, serial będzie
ciągnął się jeszcze trochę czasu,
co niewątpliwie zbliży Muldera do
tej jakże wzruszającej i długo
oczekiwanej chwili, w której
spotka się ze swoją - jak to
określił Autor - "towarzyszką
zabaw".
Mulder jest w gruncie rzeczy
postacią tragiczną. Nie wie bowiem,
że gdyby narysować wykres, który
pokazywałby jak blisko jest
odnalezienia siostry, okazałoby
się, że krzywa posiada asymptotę,
czyli nigdy nie osiągnie wartości,
do której dąży. A tą wartością jest
właśnie odnalezienie siostry.
Jednak możemy pocieszyć się faktem,
że - teoretycznie ujmując - Mulder
może odnaleźć siostrę po czasie
równym poziomej ósemce, czyli
niskończoności. Zakładając, że
serial "Z Archiwum Dupa" będzie
ciągnął się właśnie w
nieskończoność, to Mulder wreszcie
odnajdzie swoją siostrę! Stanie się
to wtedy, kiedy krzywa przetnie
asymptotę, czyli dokładnie w
momencie, gdy zostanie wyemitowany
odcinek o numerze porządkowym
"nieskończoność".
Pozwolę sobie w tym miejscu
zakończyć omawianie Muldera i
przejdę do kwestii ważniejszej z
punktu widzenia telewidza, bo
dotyczącej go bezpośrednio. Autor
bowiem pisze, że w miarę oglądania
kolejnych odcinków filmu, widz
zaczyna powoli wierzyć w zawarte w
nim przesłanie, które oczywiście
kryje w sobie najczystszą prawdę.
Dzięki filmowi - jak pisze Autor -
wiemy już, że jesteśmy permanentnie
porywani przez kosmitów, wszczepia
się nam implanty i więzi w jakichś
- jak to nazwał Autor - orbitach.
Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że
choć sam szacowny Autor może tego
nie podejrzewać, jego rozmyślania
mogą zrewolucjonizować życie
przeciętnego zjadacza selera,
ponieważ wyjaśniają co dzieje się z
człowiekiem na przykład podczas snu
czy momentu rozkojarzenia, a nawet
tak zwanego snu wysokoprocentowego.
Chciałbym w tym miejscu -
oczywiście za pozwoleniem
szanownych Czytelników - przytoczyć
zdarzenie z mojego życia, którego
do momentu przeczytania artykułu
Autora nie mogłem wyjaśnić. Pewnego
razu pociągnąłem mocno nosem i
splunąłem zieloną jak modrzew śliną
na szarą płytę chodnikową i
zacząłem się zastanawiać. Dumałem
nad kształtem i kolorem mazi na
chodniku i próbowałem doszukać się
jakiegoś jej związku z Wielkim
Wybuchem, ale zanim doszedłem do
jakiegokolwiek wniosku, zapadłem w
odrętwienie. Ocknąłem się w chwilę
później, ale nie mogłem wytłumaczyć
tego dziwnego momentu
rozkojarzenia. Teraz już wiem:
porwali mnie kosmici i umieścili w
orbicie, a następnie dokonali na
moim ciele szeregu bestialskich
eksperymentów medycznych i
psychologicznych. Teraz już wiem
nie tylko to, co działo się ze mną
podczas owej chwili zamyślenia, ale
również pojmuję dlaczego jestem
takim dziwnym człowiekiem. W końcu
jeden Bóg wie, co to były za
eksperymenty, a z pewnością
odcisnęły we mnie niemałe piętno.
Dziękuję ci Mulder! Dziękuję Wam,
Twórcy serialu! To dzięki Wam
poznałem prawdę i wiem, jak kroczyć
ścieżką ku jej ostatecznym
poznaniu.
Tak więc chwała Autorowi i jemu
podobnym, którzy faszerują się
najczystszą odmianą prawdy i dzięki
temu wiedzą co, jak, gdzie, kiedy i
dlaczego. Na przykład dlaczego
wierzymy w kosmitów. Dlaczego? Bo
oglądaliśmy już wystarczająco dużo
odcinków "Z Archiwum Dupa", żeby
uwierzyć. Natomiast na pytanie "co
nas porywa" odpowiemy: obcy. Na
pytanie "jak to robią" odpowiemy:
za pomocą statków kosmicznych. Na
pytanie "gdzie nas wiozą" damy
błyskawiczną odpowiedź: w orbity.
Na pytanie "kiedy to robią"
odrzekniemy: kiedy śpimy. Od siebie
dodam, że robią to zwłaszcza kiedy
oglądamy "Z Archiwum Dupa".
Dziękuję Państwu, że zechcieli
Państwo poświęcić mi chwilę czasu.
A teraz, jeśli pragniecie Państwo
polecieć w tzw. orbity, idźcie
szanowni Państwo do knajpy i
zapadnijcie w mocny sen
wysokoprocentowy. Szczerze go
Państwu polecam; orbitę osiąga się
bardzo szybko i prawie zawsze się z
niej wraca. Rzecz jasna, wraca się
tylko po to, aby ponownie się tam
udać. Życzę Państwu miłych snów!
Dobranoc.
PS.1 Autorze! Sorry, że nie pisałem
po Twojej myśli, ale odmienne
zdanie wymaga odmiennej strategii.
Są to bluzgi wyłącznie na serial,
nie na Ciebie.
PS.2 Mulder jest naprawdę
tragiczny: nie rozwiązał jeszcze
ani jednej sprawy od początku
swojej kariery w FBI. O Dance
Skully już nie wspomnę. Jej chłodny
umysł naukowca i ekstremalny
hiperracjonalizm są nie tyle
absurdalne co żałosne. Lis Murder i
Danuta Czaszkova (to czeskie
nazwisko z akcentem na "cza") to
para największych nieudaczników
świata. Nic dodać, nic ująć.
|