|
Wielu z Was zapewne nurtuje pytanie czy istoty
inteligentne z innych planet są podobne do nas,
czy wręcz przeciwnie - są formami tak
odmiennymi, że uniemożliwia to kontakt na
bezpośredniej płaszczyźnie (czyli takiej jak w
przypadku relacji człowiek-człowiek). W celu
udzielenia odpowiedzi na to pytanie, albo
chociaż ustalenia prawdopodobieństwa dotyczącego
możliwych form życia inteligentnego we
Wszechświecie, człowiek na Ziemi stworzył naukę
zwaną astrobiologią. Nie zamierzam wnikać w
szczegóły tej dyscypliny czy w zasady, którymi
kierują się astrobiolodzy, ponieważ prawdę
mówiąc nic na ten temat nie wiem. Moje
przemyślenia nie są więc oparte na żadnych
podstawach naukowych, a wynikają z tego, do
czego zdołałem dojść samodzielnie. W związku z
tym poglądy tu przedstawione mogą być
kontrowersyjne, ale to chyba dobrze, nie?
Zacznijmy od stwierdzenia pewnego dość
istotnego z punktu naszych rozważań faktu, że
aby na planecie powstało życie, musi ona krążyć
wokół gwiazdy mieszczącej się w pewnym
przedziale widmowym. Typ widmowy określa
temperaturę słońca, jego kolor, a także czasami
wielkość. Od tych czynników zależy
prawdopodobieństwo występowania planet wokół
danej gwiazdy. Wyróżniamy następujące typy
widmowe:
O - białoniebieskie gwiazdy o temperaturze
powierzchni do 50000K;
B - białe gwiazdy o temp. 10000-30000K;
A - białożółte, temp. 7500-10000K;
F - jasnożółte, temp. 6000-7500K;
G - takie jak nasze Słońce: żółte, o
temperaturze pow. 5400-6000K;
K - pomarańczowe, temp. 4000-5400K;
M - czerwone, temp. 2500-4000K. 
Mamy jeszcze coś takiego jak diagram
Hertzprunga-Russella, na którym zaznaczone są
wszystkie typy gwiazd, a raczej kategorie, do
których należą. Nie wnikając w detale, powiem,
że spośród różnych typów, nas interesują jedynie
tzw. gwiazdy ciągu głównego. Gwiazdy te na
wspomnianym diagramie tworzą krzywą, na której
jednym końcu znajdują się najmłodsze i
najgorętsze gwiazdy niebieskie, zaś na drugim
mamy zimne czerwone karły. Gwiazdy typu G (jak
nasze Słońce) zajmują dokładnie środkową część
diagramu. Upraszczając: na lewo od Słońca
znajdziemy gwiazdy gorętsze (od F do O), na
prawo gwiazdy zimniejsze (od K do M). Ten powierzchowny wykład z typów gwiazd
potrzebny będzie do dalszych wywodów.
Teraz już możemy zająć się pojęciem ekosfery.
Jest to obszar wokół gwiazdy, w którym istnieją
odpowiednie warunki fizyczne, aby na planetach
znajdujących się w tym obszarze mogło zaistnieć
życie. Warunki te to przede wszystkim
odpowiednia temperatura i poziom promieniowania.
Przykładowo, w naszym układzie słonecznym mamy
trzy planety, które znajdują się w ekosferze:
Wenus, Ziemia, i Mars. Tak się akurat złożyło,
że Wenus i Mars wyznaczają granice ekosfery,
gdyż znajdują się na jej krawędziach. Mimo to
obie planety są zdolne do podtrzymania życia,
jednak w obecnych warunkach nie wydaje się to
możliwe. Oczywiście nie znaczy to, że kiedyś nie
zaistnieje tam życie (na Marsie byłoby to już
drugi raz), ale to już inna sprawa.
Skoro ustaliliśmy, że do istnienia życia
potrzebna jest planeta krążąca wewnątrz
ekosfery, zadajmy sobie teraz następujące
pytanie: Jakie gwiazdy są w stanie wytworzyć
ekosferę? Wiemy, że gwiazdy typu G na pewno,
lecz czy inne typy widmowe również zaliczają się
do tego grona? Owszem. Gwiazdy typu F i K bez
wątpienia są potencjalnymi "dawcami życia",
ponieważ temperatury ich powierzchni niewiele
odbiegają od temperatur gwiazd G. Tak więc
ekosfery gwiazd cieplejszych od Słońca będą
bardziej oddalone od centrum systemu, zaś
ekosfery gwiazd zimniejszych będą znajdować się
bliżej własnego słońca. Duże znaczenie odgrywa
tutaj także wielkość gwiazdy, decydująca o
rozmiarach ekosfery. Im większa gwiazda tym
pierścień ekosfery szerszy. Zależność ta wynika
z roli, jaką spełnia powierzchnia gwiazdy; im
powierzchnia większa, tym więcej energii dociera
na duże odległości, a tym samym więcej planet
ogrzewa się do stopnia wystarczającego do
stworzenia życia.
Inne czynniki warunkujące występowanie życia
to poziom promieniowania gwiazdy oraz jej skład
chemiczny. Im mniejsze promieniowanie (chodzi tu
o promieniowanie szkodliwe dla życia, a nie
światło widzialne) i im bogatszy skład
chemiczny, tym prawdopodobieństwo zaistnienia
życia większe.
Kolejnym z czynników jest woda. Jej obecność
na planecie znajdującej się w obszarze ekosfery
jest konieczna dla rozwoju życia. Co więcej,
woda powinna występować przede wszystkim w
stanie ciekłym. Np. na Marsie istnieją ogromne
ilości wody zamrożonej pod powierzchnią, ale
dopóki są w takim właśnie stanie, dopóty życie
ma tam małe szanse, aby się rozwinąć.
Następnym istotnym warunkiem jest masa
planety. Jeśli planeta jest za lekka, to nie
będzie zdolna utrzymać wystarczająco gęstej
atmosfery, a tym samym nie zatrzyma zabójczego
promieniowania kosmicznego i nie stworzy
odpowiednich warunków ciśnieniowych koniecznych
dla różnych procesów chemicznych. Z kolei
planeta zbyt masywna wytworzy zbyt duże
ciśnienie, nieprzyjazne dla życia. Należy w tym
miejscu zaznaczyć, że cały czas rozważamy
występowanie życia w ogóle, niekoniecznie
podobnego do ziemskiego ekosystemu. Dla
większości ziemskich form życia niezbędna jest
bowiem mieszanka azotu z tlenem, a przecież taki
rodzaj atmosfery może istnieć jedynie w
warunkach podobnych do ziemskich. Wyższe lub
niższe ciśnienie sprzyja tworzeniu się innych
rodzajów otoczki gazowej wokół planety, gdzie
procentowa zawartość gazów jest przecież inna.
I tu doszliśmy do sedna. Życie może rozwinąć
się w różnych warunkach, jeśli tylko planeta, na
której się pojawiło, znajduje się w obrębie
ekosfery. W związku z tym nietrudno się
domyślić, że im bardziej dane środowisko różni
się od ziemskiego ekosystemu, tym bardziej
różnić się będą formy życia od spotykanych na
naszej planecie. Jeśli przyspieszenie
grawitacyjne będzie wyższe od ziemskiego, to
organizmy żywe będą masywniejsze i
proporcjonalnie niższe od ich ziemskich
odpowiedników. I odwrotnie - niższa grawitacja
stworzy formy smukłe, delikatne i wysokie.
Jednak kształt i forma organizmów zależeć będą
również od ciśnienia atmosferycznego, zaś ich
fizjologia i metabolizm od składu chemicznego
atmosfery. Oddalenie od słońca również będzie
miało swoje konsekwencje, wpłynie bowiem na
temperaturę, natężenie oświetlenia (które także
będzie zależeć od tego na ile gęsta będzie
warstwa chmur), oraz na to, ile trwać będzie
rok.
Powyższe czynniki to zaledwie ułamek
wszystkich możliwych zmiennych, które przyczynią
się do nadania konkretnego charakteru
ekosystemowi planety. Jednak wpłyną one nie
tylko na czysto biologiczny aspekt życia, lecz
także zadecydują o charakterze inteligencji,
która wcześniej czy później się rozwinie.
Przykładowo można założyć, że na planetach o
niskiej grawitacji, średnich temperaturach,
wysokiej zawartości tlenu, zasobnych w wodę i
cechujących się dużym natężeniem światła
inteligentne formy życia będą wysokie i smukłe,
usposobione pokojowo, utalentowane artystycznie,
kładące duży nacisk na rozwój duchowy i skore do
kompromisu, unikające konfrontacji. Z kolei
światy o wysokiej grawitacji i ciśnieniu,
niskiej zawartości tlenu, zasłonięte ciemną
powłoką chmur, zimne lub gorące, stworzą formy
agresywne, wyspecjalizowane w zabijaniu
konkurentów i zdobywaniu substancji odżywczych
za wszelką cenę. Na takich planetach, gdzie
prztrwanie to jedyny cel i reguła, formy
inteligentne będą stosunkowo niższe od
człowieka, ale masywniejsze, bardzo wytrzymałe i
zdolne do przeżycia w najbardziej surowych
warunkach. Tym samym ich podejście do życia, ich
mentalność będą przeciwieństwem wspomnianych
wcześniej osobników: będą uprawiać kult wojny,
kłaść nacisk na rozwój technologii pod kontem
konstruowania coraz lepszych narzędzi zagłady,
będą gwałtowni, skorzy do walki, ich sztuka
preferować będzie motywy bitewne. Po prostu
zwyczajni "warlords".
Rzecz jasna, takie spekulacje dotyczące
wpływu warunków środowiska na rozwój form
inteligentnych, jakkolwiek niezupełnie
nieuzasadnione, są bardzo naciągane, mają
charakter zgadywanki. Nie wystarczy bowiem, że
są logiczne - aby były słuszne, musiałyby
uwzględniać dokładnie WSZYSTKO, nawet pozornie
najmniej istotne czynniki czy zdarzenia. Jest to
jednak niemożliwe, i dlatego pozostają nam
jedynie dociekania i hipotezy. Osobiście
podejrzewam, że powyższe zależności mogłyby się
sprawdzić w niektórych przypadkach, ale w innych
zupełnie mijałyby się ze stanem faktycznym. Tak
więc podobne założenia określają jedynie
PRAWDOPODOBIEŃSTWO, a nie REGUŁĘ.
Teraz załóżmy, że gdzieś istnieje planeta
bardzo podobna do Ziemi, prawie jej kosmiczna
bliźniaczka. Jeśli założyć, że rozwinęła się tam
inteligentna forma ssaków, to czy będą to istoty
podobne do nas? A jeżeli tak, to do jakiego stopnia?
I tutaj właśnie powołam się na jedno z
założeń astrobiologii, które mówi, że jeśli na
dwóch lub więcej światach warunki są bardzo
podobne, to życie również będzie rozwijać się w
podobny sposób. Daltego uważam, że na planetach
ziemiopodobnych inteligentna forma ssaków
lądowych niewiele będzie różnić się od Homo
sapiens. Wszelkie różnice anatomiczne będą
raczej marginalne, i mogą się do nich zaliczać
np. ilość palców u dłoni i stóp, proporcje
ciała, wzrost, waga, kolor skóry. Mogą
oczywiście wystąpić i poważniejsze różnice, np.
inne rozmieszczenie narządów wewnętrznych, troszkę inny
zakres rozpoznawalnego przedziału widma, inny
próg słyszalności, dodatkowe receptory itp.
Dochodzimy zatem do wniosku, że gatunków
podobnych do człowieka może być bez liku. Czy
jednak można je wszystkie nazwać formami
humanoidalnymi? I co w ogóle znaczy "forma humanoidalna"?
Jak już zwykł jestem robić, i tym razem
poczynię pewne założenia. Otóż przyjmijmy dla
wygody, że słowem "humanoid" określać będziemy
istoty podobne do ludzi z Ziemi, oraz takie,
których kod genetyczny umożliwia krzyżowanie się
z Ziemianami, tak, jak dzieje się to w przypadku
mieszania ras ziemskich. (Gwoli jasności dodam,
iż słowo "krzyżowanie" odnosi się w tym
kontekście do zapładniania i wydawania
potomstwa, a nie do sytuacji, kiedy Ziemianie i
jakaś humanoidalna rasa nawazajem przybijają się
do krzyży:). Teraz pytanie: czy jest to w ogóle
możliwe, aby gdzieś na innej planecie rozwinęła
się humanoidalna rasa tak podobna do nas, aby
możliwe było wymieszanie się obu gatunków?
Właśnie ten drażliwy dylemat jest prawdopodobnie
najbardziej kontrowersyjną kwestią dotyczącą
rozważań na temat życia we Wszechświecie.
Zanim jednak przedstawię swoje zdanie w tej
materii, wrócę jeszcze do problemu samych form
życia inteligentnego. Przypomnijcie sobie
przytoczone przeze mnie założenie astrobiologii,
które postuluje zasadę podobieństwa form. Skąd
właściwie wzięła się ta zasada? Mianowicie stąd,
że natura tworzy ekosystemy w taki sposób, aby
każda forma życia miała swoje miejsce w łańcuchu
pokarmowym. Formy nie pasujące do ekosystemu
mają znikome szanse przetrwania, a nawet samego
pojawienia się. Skoro więc człowiek został
dopasowany przez ewolucję do otaczającego go
świata, to logicznie rzecz biorąc na światach
ziemiopodobnych inteligentne ssaki lądowe muszą
wyglądać podobnie. Co więcej - podobnie jak my
mieć będą dwoje oczu umieszczonych z przodu
głowy, nos, uszy z boku głowy, receptory
smakowe, parę kończyn dolnych, parę chwytnych
kończyn górnych, trzy lub więcej palców u dłoni,
usta i przewód pokarmowy, prawie identyczne
płuca, narządy płciowe pomiędzy nogami i - last
but not least - dupę. Jednak zewnętrzne oblicze
humanoida wynika wyłącznie z przystosowania do
warunków środowiska zewnętrznego, natomiast jego
trzewia to już całkiem inna para gumiorów. Ktoś
mógłby spekulować, że taki człowiek z innej
planety ma serce po prawej stronie, inaczej
biegnący układ krwionośny lub też cztery
ćwierćkule mózgowe. Istotnie, tak mogło by być,
ale pytanie brzmi: Czy mogłaby istnieć rasa
humanoidów identyczna z naszą pod względem
budowy wewnętrznej? Jeśli tak, czy możliwe by
było krzyżowanie się dwóch takich ras z dwóch
różnych planet? Jeśli nie, czy nadal możliwe
byłoby naturalne krzyżowanie się przedstawicieli
tak odmiennych gatunków?
Zdrowy rozsądek podpowiada, że odpowiedź na
ostatnie pytanie jest przecząca, jakkolwiek
wymieszanie się dowolnych dwóch lub więcej
gatunków jest możliwe dzięki zastosowaniu
inżynierii genetycznej. Naturalne zapłodnienie
da efekty tylko wtedy, kiedy chromosomy obu
gatunków będą identyczne lub w wystarczającym
stopniu podobne. Jednakże najważniejszym
warunkiem jest podobieństwo budowy chromosomów,
a nie cech genetycznych, jakie przekazują.
Dowodem na to jest choćby fakt, że dokonując
transferu genów zawierających informacje o
budowie ludzkiego ucha do chromosomu szczura
można stworzyć szczura z uchem ludzkim na
plecach (jest to dość często przytaczany przeze
mnie przykład - pomysł ten został zrealizowany
kilka lat temu, a efekty można było oglądać na
jakiejś wystawie naukowej). W związku z
powyższym inny układ narządów wewnętrznych nie
musi być przeszkodą na drodze krzyżowania
gatunków, których przedstawiciele wykazują tę
właśnie różnicę. Większy problem pojawił by się
w przypadku rozbieżności w samym funkcjonowaniu
i przeznaczeniu narządów wewnętrznych.
Ostatni argument, który przemawia na korzyść
możliwości krzyżowania się humanoidów z różnych
planet opiera się na samym charakterze praw
rządzących życiem we Wszechświecie.
Najważniejszą bowiem cechą przyrody jest
powtarzalność zjawisk. I odnosi się to zarówno
do występowania gwiazd określonego typu, jak i
do występowania określonych, niejako
"wypróbowanych" matryc genetycznych, najbardziej
odpowiednich dla danego rodzaju środowiska. Inną
cechą przyrody jest jej dążenie do tworzenia
nowych gatunków, a co za tym idzie - do łatwego
transferu cech genetycznych. Bogactwo życia
zawdzięczamy właśnie tej tendencji.
Jednocześnie, ekstrapolując ją na cały
Wszechświat, można oczekiwać, że wymiana
materiału genetycznego pomiędzy światami jest
całkowicie możliwa, choć niekoniecznie
powszechna.
Wydaje mi się, że przytoczona wizja życia w
kosmosie jest całkiem logiczna i - mam nadzieję
- zgodna ze stanem rzeczywistym. Dodam, że cała
koncepcja jest wyłącznie moja, a co za tym
idzie, może stać w sprzeczności z niektórymi
poglądami oficjalnej nauki. Praktycznie jedynym
fragmentem tekstu, który wymagał sięgnięcia do
źródeł, była część dotycząca podziału gwiazd na
kategorie widmowe. Cała reszta jest odbiciem
moich własnych przekonań i przemyśleń.
Przemyśleń - trzeba dodać - w sposób delikatny,
acz wyrazisty ukazujących potęgę mego geniuszu i
głębię mojej mądrości.
W związku z tym może już teraz ogłoszę, że
jeśli ktoś chce, może zamówić u mnie tekst na
dowolny temat - opłata 16zł od kilobajta. Co wy
na to?
P.S. Artykuł ten pisałem dość dawno temu (gdzieś około
1997 roku), więc przydało by się, gdybym ustosunkował się
do niego teraz, kiedy moja wiedza i poglądy zmieniły się nieco.
Obecnie uważam, że choć niektóre z moich powyższych hipotez
dotyczących możliwości transferu genetycznego pomiędzy
gatunkami w kosmosie (a właściwie jedna hipoteza: że jest
to możliwe) mogą okazać się, przynajmniej w części, słuszne, to
jednak jest coś, czego nie wziąłem pod uwagę pisząc niniejszy
tekst. Chodzi mi mianowicie o powszechność pewnych wzorców
genetycznych, które cechują dany gatunek. Otóż powyżej założyłem
beztrosko, że na innych ziemiopodobnych planetach rozwinąć się
mogą ssaki, a przecież tak być nie musi. Nie mamy bowiem żadnych
przesłanek, pozwalających nam wierzyć, że podział gatunków na
innych planetach będzie taki sam, jak na Ziemi. Oznacza to, że
gdzie indziej w kosmosie może rozwinąć się multum gatunków, z
których jednak żaden nie będzie zaliczał się ani do ssaków,
ani do gadów. Być może istnieją inne sposoby rozrodu niż żyworodność
czy składanie jaj. Ponadto nawet jeśli obce, wyżej uorganizowane
gatunki reprodukowałyby się właśnie w taki sposób, to i tak nie
znaczy to, że można je do ssaków, gadów lub płazów zaliczyć.
Z powyższego wynika zatem jednoznaczny wniosek: możliwość
naturalnej krzyżówki dwóch różnych gatunków z dwóch różnych światów
zależy od powszechności pewnych genetycznych rozwiązań w naturze.
Trudno zaiste tę kwestię rozstrzygnąć przed poczynieniem obserwacji
i badań na innej planecie ziemiopodobnej. Na to jednak będziemy
musieli trochę poczekać.
|