|
Tadeusz Drozda w Busku Zdroju
Każdego tygodnia miliony telewidzów oglądają jego programy.
Z ekranu tryska humorem, jest okazem zdrowia. Jednak nawet on musi czasami zregenerować siły.
|

|
Tym razem robił to w sanatorium w Busku-Zdroju, gdzie razem z żoną Ewą poddał się dwutygodniowej kuracji. O jego kondycję dbali specjaliści z 21 Wojskowego Szpitala Uzdrowiskowo - Rehabilitacyjnego. |
| Pan Tadeusz codziennie był masowany zarówno klasycznie jak i za pomocą niewielkich impulsów elektrycznych, ćwiczył w basenie. - Raz dwa, raz dwa - koordynowała jego ruchy młoda, stanowcza opiekunka. Satyryk nie protestował. Zgodnie z jej zaleceniami na przemian podkurczał i prostował nogi, kładł się na plecach i przewracał na brzuch. |

|
|

|
Tak przez kilkadziesiąt minut. Potem szybko gnał do wanny, w której czekała na niego główna atrakcja ośrodka, kąpiel siarczkowowodorowa. To dzięki jej fenomenalnym właściwościom wielu kuracjuszy wyleczyło bóle kręgosłupa i schorzenia układu krążenia. W ciemnej, wyglądającej jak bagienko wodzie, artysta nie siedział zbyt długo. Wystarczyło kilkanaście minut. Zresztą po dwudziestu minutach kąpiel i tak traciła swoje lecznicze właściwości. |
| Po kąpieli pan Tadeusz zjadał dietetyczny obiad i znów ćwiczył. Tym razem w sali gimnastycznej. Zabiegi kończyły się około godziny czternastej w południe. Wtedy satyryk mógł spokojnie odetchnąć. Brał ciepły prysznic, a dla relaksu pisał felietony. Z jednym z lekarzy grywał też w ping
ponga. Niestety, zwykle przegrywał.
|
 |
 |
Dał również koncert charytatywny, z którego dochód przekazał szpitalowi dziecięcemu Górka. Przed wyjazdem spotkał się z jego młodymi pacjentami.
|
Jak facet kończy pięćdziesiąt lat, a ja tyle właśnie mam , to musi go już coś boleć - wyjaśnia artysta powód swojej wizyty w sanatorium. Gdy nie boli, to znaczy, że człowiek już umarł. Dużo jeżdżę samochodem, co nie jest zdrowe dla mojego kręgosłupa. Nerwy mam stargane, w miarę normalne ciśnienie utrzymuję tylko dzięki lekom, o swojej wadze około 130kg już nie wspomnę - zwierzał się dalej.
Tadeusz Drozda był w Busku-Zdroju już po raz drugi. Sanatorium tak się spodobało także i żonie, że zapowiadają częste w nim wizyty.
|